a moze zostawiac ich wszystkich. Wyprowadzic sie,zaczac zyc po swojemu od nowa. Wtedy napewno by bylo wszystko ok. Nie cierpialabym. Albo poprostu wrocic do Polski?
Offline
KaRoLiNo,
trudno jest powiedzieć, co dla Ciebie jest najlepsze, ponieważ wszystkie odpowiedzi masz w sobie. Ja, ze swej strony zaproponowałam Ci pewne rozwiązania, ale to Ty musisz podjąć decyzję.
Zobaczymy, co doradzą Ci inni z tego forum.
Być może i powrót do Polski jest dobrym rozwiązaniem, ale ważne jest byś każde z nich szczegółowo przemyślała.
Grażyna
Offline
Po pierwsze
Jestem za słaba.
Musisz zerwać z takim sposobem myślenia. To trudne ale konieczne. takie myśli - negatywne afirmacje - są jak zatrute strzały...
Po drugie
Rodzina masakryczna-ciągle kłótnie alkohol
Musisz zmienić choć na chwilę środowisko. Wyjedź gdzieś na jakiś czas (nie musisz na zawsze). Oderwij się od kłopotów, nie tylko fizycznie ale przede wszystkim mentalnie - nie myśl o tym. Wypocznij i nabierz nowych sił.
Po trzecie
Mój własny chłopak powiedział że daje mi tydzień czasu. Jak się nie zmienię to zerwie ze mna.
(...)
mój chłopak nawet nie przytulił mnie
Wybacz że to piszę ale wydaje mi się że on nie jest godzien twej miłości... Kochająca osoba nie rzuca ultimatum grożąc rozstaniem tylko stara się pomóc nawet przez takie "prozaiczne" działanie jakim jest przytulenie czy dobre słowo nie mówiąc już o "czynnym uczestnictwie" w twojej walce...
Po czwarte
Zastanów się głeboko nad wszystkim co tutaj napisałem. Nie bierz moich słów za pewnik. Nie jestem żadnym specjalistą - po prostu piszę co czuję...
Zastanów też się nad tym co napisała Grażyna...
Pozdrawiam i życzę szczęścia...
Offline
Coraz mniej mowie wiecej patrze sie w jednej punkt nie mrugajac oczkami. Czy ja jestem chora??
W tym co przeczytałem jest wielka sprzeczność. Ton twojej wypowiedzi jest pozytywny! (treść nie.) Usiądź i nic nie rób. Jak nie chcesz to nawet nie mrugaj. Przyjdzie czas że się zaśmiejesz. przyjdzie, napewno.
Offline
Z tym patrzeniem w punkt i nic nie mówieniem to zależy czy wtedy jesteś świadoma swej obecności czy też myśli przelatują cały świat a ty razem z nimi podróżujesz
Offline
Cierpimy bo tego chcemy.Wczoraj dostałam taką lekcję.Poznałam dziewczynę po porażeniu mózgowym,ma problemy z chodzeniem ale jest samodzielna.Pracuje na kilku etatach-sprząta w banku,jeszcze w jakichś biurach a w ciągu dnia sprzedaje okulary.Wychodzi rano o szóstej wraca do domu o dziesiątej wieczór.I nigdy nie spotkałam bardziej pogodnej osoby.Ma trzydziesći lat.Rodzice nie żyją.I gdy tak wczoraj stałam z nią i gadałam przeszło kilku facetów w jej wieku,alkoholików.Stwierdziła,że oni żyją po to aby pić.Powiedziała tylko,ze chciałaby mieć takie zrowe nogi jak oni a oni tego nie doceniają bo im się to należy.
Offline
Moim zdaniem nasze cierpienie wywodzi się z oporu, który pojawia się na wszystko czego nie akceptujemy w nas samych lub w naszym otoczeniu. Ja ostatnio przeżyłam trudne doświadczenie, śmierć mojego syna. To doświadczenie uświadomiło mi, że tak naprawdę cierpię nie dlatego, że mój syn umarł, ponieważ nie czuję aby mu się działo coś złego. Moje cierpienie wynika z tego, że zabrał ze sobą to czego ja nie potrafię jeszcze dać sobie samej. Był chłopcem bardzo poważnie niepełnosprawnym od urodzenia. Ale miał w sobie tyle miłości do wszystkich ludzi, że potrafił rozpuścić wszystko co zamrażało moje serce. Przez 12 lat swojego życia potrafił wydobyć ze mnie niezgłębione pogłady siły i samozaparcia. To właśnie mój syn swoją miłością pokazał mi jak wygląda życie, gdy pozwalamy sobie być miłością. On zmarł, ale zostawił po sobie zasiane ziarno w moim sercu, które jest już teraz wspaniałą rośliną. Rośliną miłości jest moja strona w internecie, na którą wszystkich serdecznie zapraszam. To dzięki tej pięknej duszyczce postanowiłam otworzyć się na miłość i dzielic się z miłością z innymi. Dziękuję Ci Boże za błogosławieństwo jakim mnie obdarzyłeś. Serdecznie pozdrawiam wszystkich forumowiczów, Lonia.
Offline
Lonia
nasze cierpienie wywodzi się z oporu, który pojawia się na wszystko czego nie akceptujemy w nas samych lub w naszym otoczeniu
Jednak jeszcze wcześniej z nieakceptacji uczuć. Uczucia wpływają na nasz stosunek do życia tak więc dopóki z nimi walczymy akceptacja zewnętrza będzie tylko próbą poprawienia sobie nastroju.
Offline
Nie dzieliłabym akceptacji na zewnętrzną i wewnętrzną. A co do uczuć, to się zgadzam, że najważniejsze jest zakceptowanie tego co czujemy. Moim zdaniem od tego rozpoczyna się droga do siebie samego. Serdecznie pozdrawiam, Lonia.
Offline
A ja bym dzielił bo często jest tak, że ktoś nie potrafi przyjąć wnętrza, które tak naprawdę decyduje o nieakceptacji zewnętrza i na siłę wchodzi w postawę akceptacji zewnętrza poprzez tłumienie.
Offline
Dla mnie akceptacja to jest świadoma zgoda na to co się dzieje w nas i wokół nas. Dlatego nie zalicza się do tego taki podział, jaki zaproponowałeś. Ten podział ja postrzegam wtedy, gdy nieświadomie się oszukujemy. A jeżeli robimy to świadomie to mamy poważny problem. Akceptacja siebie to zgoda na to, aby pozwolić sobie poczuć wszystko, bez względu na to czy boli, czy nie. Nie lubimy jak nas boli. Ale dopiero po dotarciu do przyczyny bólu możemy go uwolnić. A to wymaga szczerości wobec samego siebie i swoich odczuć. Nie ma tam miejsca na tłumienie. To tłumienie właśnie powoduje ból. Serdecznie pozdrawiam, Lonia.
Offline
Lonia:
Ten podział ja postrzegam wtedy, gdy nieświadomie się oszukujemy
Nie doceniasz mechanizmów obronnych. Jeśli cokolwiek na zewnątrz domaga się akceptacji oznacza to iz nie jest zaakceptowane wnętrze. Stłumienia jednak powodują, że wnętrza nie postrzegamy zbyt klarownie. A jesli nawet ty nie masz takiego problemu to dla ludzi mniej doświadczonych podział ten jest bardzo użyteczny. Ale powiem ci Lonia, że jak nie jesteś jeszcze oświecona to proponuję wziąć pod uwagę, że pewnie dlatego nie, że jeszcze pewnych rzeczy nie dostrzegasz i bynajmniej nie jest to kwestia oszukiwania się.
Offline
Nie wiem co mam ci odpowiedzieć. Nie mam takich doświadczeń, jeżeli chodzi o oświecenie. Serdecznie pozdrawiam, Lonia.
Offline
A może cierpimy dlatego, żeby móc odczuć szczęście? Sama nie wiem, ale na pewno nie jest to miłe uczucie i każdy się wzbrania przed nim. Również ja.
Offline