cementuje?... czy rujnuje związek?
Offline
udany cementuje, nieudany.... cokolwiek to znaczy no coz .... prowadzi do ruiny
Seks jest jego uzupełnieniem i z całą pewnością związek cementuje!
Nie wyobrażam sobie związku bez seksu. Chyba, że mówimy o przyjaźni? Wiesz, kiedy dwoje ludzi się kocha wtedy pragnie bliskości, czułości, dotyku w ogóle. On sadza ją sobie na kolanach, ona wtula się w niego w nocy i czują, że są razem... niepodzielni.
Choćby i łączyła ich silna więź duchowa, rezygnując z seksu rezygnują z więzi fizycznej i powoli ale jednak... oddalają się od siebie.
Tak, seks cementuje związki.
Offline
Jestesmy krotko malzenstwem ale znamy sie 2,5 roku i zaczelismy dosc szybko z tymi sprawami i nie zaluje zgadzam sie ze sex i milosc musi isc w parze.Kochajmy sie na zdrowie
Seks jest i będzie integralnym elementem związku partnerskiego. Piszę "elementem", bo nie jest samowystarczalny i na samym seksie niczego się nie zbuduje.
Oczywiście "kochać się" a "uprawiać seks" to kompletnie nie to samo.
Różnica jest zasadnicza: gdy dwoje ludzi łączy miłość, to seks staje się sakrum, misterium... przestaje opierać się tylko na erotycznych doznaniach a dochodzą do tego przeżycia innej kategorii. Trudno to ubrać w słowa - kto wie o czy mówię, to zrozumie. Kto nie wie, nich żałuje.
I to jest "kochanie się".
"Uprawianie seksu" to zwyczajny, z lekka zwierzęcy erotyzm, nie zabarwiony niczym wyższym. Zwyczajna biologiczna funkcja organizmu. ![]()
Offline
Seks moze tez byc przyczyna rozpadu zwiazku moze byc przyczyna dla ktorego ludzie sie oddalaja od siebie a kto powiedzial ze seks uprawia sie tylko ze swoim partnerem? To cale sedno sprawy zwiazanej z seksem,sa ludzie kotrzy szukaja wciaz nowych wrazen poza wlasnym zwiazkiem i zdaja sobie z tego sprawe ale nie potrafia przestac i co wtedy?
W zyciu stale wybieramy. Wybieramy tez albo zyc z partnerem w zwiazku, albo samemu w pojedynke. I jezeli dla kogos "wrazenia" sa wazniejsze od dobra partnera, to czy nie byloby uczciwiej zyc w pojedynke i doswiadczac wrazen ile sie chce i z kim sie chce nikogo przy tym nie krzywdzac????
Offline
rozumiem ale mnie chodzi o rozwiazanie tego problemu a nie zycie w pojedynke,skad to sie bierze gdzie leza tego przyczyny jak sobie z nimi poradzic? nikt nie chce zyc w pojedynke.
rozumiem ale mnie chodzi o rozwiazanie tego problemu a nie zycie w pojedynke,skad to sie bierze gdzie leza tego przyczyny jak sobie z nimi poradzic? nikt nie chce zyc w pojedynke.
Przyczyny leżą w braku akceptacji siebie i niskim poczuciu własnej watości. Taki człowiek non stop musi sam sobie udowadniać, że nie jest taki najgorszy, bo może "poderwać" wiele kobiet - czyli ma powodzenie. Przy okazji udowadnia sobie, że jest dobry w łóżku. W pewnym momencie sam się zapętla i zdradzanie staje się jego nawykiem. Nie ma już żadnej granicy moralnej, że w ten sposób kogoś krzywdzi.
Przy niskim poczuciu wlasnej wartości dochodzi do głosu brak szacunku do siebie. Teraz z góry przepraszam za wyrażenie: jeśli kobieta w głębi duszy uważa się za szmatę, to nie będzie potrafiła powiedzieć NIE i da się zaciągnąć do łóżka każdemu. No i znowu mamy błędne koło: potem ona myśli sobie: "dałam się zaciągnąc do łóżka, więc jestem zwykłą szmatą..." Oczywiście przy następnej okazji znów nie umie powiedzieć "Nie"...
Czyli reasumując: jeśli ktoś chce zmienić swoje postępowanie, a konkretniej nauczyć się wierności, to powinien w pierwszej kolejności pracować nad poczuciem własnej wartości.
Offline
Przyczyny leżą w braku akceptacji siebie i niskim poczuciu własnej watości. Taki człowiek non stop musi sam sobie udowadniać, że nie jest taki najgorszy, bo może "poderwać" wiele kobiet - czyli ma powodzenie. Przy okazji udowadnia sobie, że jest dobry w łóżku. W pewnym momencie sam się zapętla i zdradzanie staje się jego nawykiem. Nie ma już żadnej granicy moralnej, że w ten sposób kogoś krzywdzi.
Pozwolisz, że nie zgodzę się z Tobą. Człowiek jest istotą wkomponowaną w określony krajobraz, jest częścią przyrody, podlega jej prawom, a jednym z wielu jest atawistyczny pociąg seksualny. Jest to sprawa pierwotnych instynktów, sama w sobie piekna i dzika, lecz od wielu n-pokoleń ubierana w najrozmaitsze obwarowania, tabu, schematy moralne itp. Zapewne u częsci osób będzie tak, jak piszesz, ale podejrzewam , że problem tkwi gdzieś bardzo głęboko, nie w tych konfliktach społeczno-moralnych, lecz w braku zrozumienia samego siebie i siebie przez innych. Podstawą do dobrego zycia, jest akceptacja siebie. Dalej, ustawienie siebie w okreslonym kontekscie swiata, znalezienie swojego ja, skąd, dokąd, dlaczego , wreszcie - z kim, lub jak...
Inaczej, człowiek staje się lisciem niesionym przez wiatr.
Instynkt seksualny jest wrodzony, naturalny, jak wykazuja badania socjologiczne, etnograficzne, jak o tym mówią behawioryści, jesteśmy gatunkiem który nie nalezy do monogamicznych jesli chodzi o kojarzenie w pary. W interesie natury było aby roznorodnosc tworzacych sie skojarzen przynosiła optymalny lub najlepszy efekt...dlatego mezczyzni mogą hm...kochać się, zauroczając się poprzez rytuał miłosny z kolejnymi partnerkami, potencjalnie osiagając to, ze geny mieszają się na najrozniejsze sposoby...Z kolei kobiety, przez pewien czas, rownież są gotowe do wymiany genów z wieloma partnerami...Jest więc to naturalne, owe zauroczenie, wymiana, przebywanie, czasem wychowywanie...Tak jest i w innych stadach...Bywa, ze para z tego samego gatunku zyje razem długo, inne zaś rozpadają sie po wydaniu potomstwa na swiat...
Zrozumienie tego mechanizmu jest podstawą spojrzenia na zjawisko seksualnosci. Nie musimy zatem patrzec na wspomnianego czlowieka jako na kogos rekompensującego kompleksy, nie...on prezentuje swoją witalnosc, poniewaz nie umie tej energii skierowac na inne obszary aktywnosci, a szczegolnie aktywnosci umysłowej...To nie kompleks, to natura bierze gorę, kompleksy i fobie przy takim trybie zycia są zjawiskiem wtornym, poniewaz czlowiek zyje w srodowisku innych ludzi, wyznajacych bardziej lub mniej prawdziwe zasady moralne, i jest oceniany lub sam dokonuje samooceny na tle tych wzorców...Wtedy dopiero dochodzi do wmowienia sobie faktu udowadniania itd. Czesto i otoczenie, z zazdrosci pomawia takich osobnikow o jakies niedociagniecia, poniewaz samo nie prezentuje takiej witalnosci, a osobnik z temperamentem moze stanowic potencjalne zagrozenie dla całosci stada...
Pojawia sie tutaj pojecie krzywdy i zdradzania...Ale na bogów ! Chyba nikomu nie przyjdzie do głowy powiedziec, że samo tłumienie popędów jest wyjsciem...A są one tłumione w najrozniejsze sposoby, poprzez moralnosc, nakazy, zakazy, tabu, religijne, społeczne, socjalne itp. Człowiek wreszcie jest w tym naszym swiecie społeczenstwa spetany, bez mozliwosci ruchu...stad dewiacje, wybuchy, gwałtowne reakcje emocjonalne i fizyczne...
Nie ma krzywdy, jesli obie strony godzą sie na współzycie, jesli akceptują się i co wazne..jesli nie mają poczucia konsumpcji (nieładnie ale nie mam innego słowa) owocu zakazanego. Bo jesli tak jest, wyrzuty sumienia ktore nieuchronnie sie pojawiają predzej czy pozniej czesto przynoszą wiecej szkody samemu zaiteresowanemu/nej niz osobie pozostawionej
( powiedzmy w malzenstwie, jednemu z malzonkow).
Nie ma zdrady, jesli przyjmiemy, ze nikt nie jest włascicielem ciała osoby drugiej.Nie jestem włascicielem ciała swojej przyjaciolki, zony, kochanki...To jej sprawa, co z nim robi, jak dba o swoje szczescie i przyjemnosci...Dobrze, jesli uzna ze moze miec we mnie partnera,dobrze, jesli rozumiem to i przedkladam obcowanie dusz nad seks, jesli nie, coż, albo szukam odpowiedniejszej osoby, albo kieruje uwagę na inne aspekty zycia...
Milosc jest wiatrem ktory hula miedzy kolumnami ktorymi jestesmy, zycie jest naszą swiatynią...Cos takiego czytałem kiedys u Khalila Gibrana w jego powiesci "Prorok". I wydaje mi sie to pieknym i prawdziwym stwierdzeniem...
Czyli reasumując: jeśli ktoś chce zmienić swoje postępowanie, a konkretniej nauczyć się wierności, to powinien w pierwszej kolejności pracować nad poczuciem własnej wartości.
wiernosc jest pochodną przysięgi...przysięgi z reguły składają ludzie, ktorzy na codzien tak czesto posluguja sie kłamstwem, ze musza uzywac swietych i niepodwazalnych symboli aby inni i oni sami uwierzyli w swoje słowa. najpierw wiec trzeba poznac siebie, a potem zastanawiac sie czy w przysiedze, a wiec we własnowolnie narzuconych petach się wytrwa...Ale czlowiek, kazdy, jest z natury swej wolny.Jak mozna cokolwiek narzucac, po to ,zeby unieszczesliwiac sie na reszte zycia gdy po kilku latach wyjdzie na jaw ze to jednak nie to ? To na co te przysiegi ? Ano wzieły się stad, by przestrzegano prawa spadkowego, rodzinnego, przysiega jest aktem poddanstwa, zakonu...Majac poczucie wlasnej wartosci nie godzimy sie na poddanstwo, na przysiegi, majac poczucie wlasnej wartosci, albo wierzymy sobie i inni nam wierza, albo jestesmy klamcami i zadna przysiega tego nie naprawi...
A wiec poczucie wlasnej wartosci ma sie nijak do wiernosci. Do wiernosci i lojalnosci ma sie za to...milosc i przyjazn...Tam gdzie one sa, jest tez wiernosc. I tyle, nie oszukujmy sie. Jesli ktos dla mnie jest przyjacielem/przyjaciolką, to staje za nim murem, jest mi z ta osoba na tyle dobrze, ze nie potrzebuje zadnej innej...Koniec kropka...Ale przyjazn i miłosc niejedno ma imie, i wcale to imię nie musi brzmiec - seks.
Stad, mozna miec jakies partnerstwo w jednej sprawie, a inne w drugiej, sęk w tym, zeby obracac sie w takim towarzystwie, aby te relacje byly rozumiane...Bo jesli pojawi sie zazdrosc, czyli chec posiadania na wlasnosc, jest juz po sprawie, po wolnosci i po pieknie...
Offline
Uff.. Arthuris przebrnełam ...żywo zareagowałes
Zgadzam się ,ze co do wierności to tu odgrywają głowną rolę miłość i przyjażn dodam otwracie,zaufanie ..Ale co ja bedę mowić ,kazdy sam wie. Wspólzycie pochodzące z prazrodła nie jest ocenzurowane.
Odnoszę wrazenie,ze staramy siebie w jakiś sposob usprawiedliwiać.
Bądzmy Ludzmi to wystarczy.
A swoją drogą Arthurius, co za zbieżność w podpisach.
Offline
Nie lubię seksu dla seksu.Dla mnie ważne jest uczucie.Ale jak wszystko także uczucie przemija.Gdy jednak seks w zwiazku staje się przymusem to znaczy,że czas się rozstać.Nie chcę być źle zrozumiana.Ja zawsze wchodzę na full w każdy związek.Tylko czy warto za wszelką cenę ciągnąć taki związek gdy miłość się skończyła?
Offline
Nie lubię seksu dla seksu.Dla mnie ważne jest uczucie.Ale jak wszystko także uczucie przemija.Gdy jednak seks w zwiazku staje się przymusem to znaczy,że czas się rozstać.Nie chcę być źle zrozumiana.Ja zawsze wchodzę na full w każdy związek.Tylko czy warto za wszelką cenę ciągnąć taki związek gdy miłość się skończyła?
Ciekawie postawione pytanie: czy warto?
Wiesz, różnym ludziom na różnych rzeczach zależy. Osobiście lubię sex, w kazdej postaci- na płaszczyźnie fizycznej, energetycznej jak i emocjonalnej. Do tej pory sex był w na świecie tabu. Odreagowaniem sa techniki pua, nls i inne namiastki rodem Nlp. Sądzę, ze rewolucja seksualna- a więc odkrycie głębszego sensu seksu- dopiero przed nami.
Offline
Ostatnio jestem z facetem,z którym sex jest cudowny.UUU.
Offline
Ostatnio jestem z facetem,z którym sex jest cudowny.UUU.
UUUU- jakbym słyszał szmer męskich głosów na widok laski. Widzę, że niektóre kobiety tez tak mają ![]()
Offline
cóż... muszę powiedzieć, że jak czytam, to niektóre stwierdzenia mnie zastanawiają... bo nie chodzi o to by wyeksploatować uczucie do końca, po czym rozstać się i zażyć doznań gdzie indziej... tym bardziej, że ludzie to nie zwierzęta, jak piszę Arthurius, które dla urozmaicenia potencjału genetycznego w s t a d z i e (to określenie mnie zwaliło z nóg!) wyładowują swój seksualny temperament, bo erotyka człowieka nie odnosi się tylko do podtrzymania gatunku. Seksualność bez miłości jest poniekąd zezwierzęceniem ludzkiej natury.... bo miłość- jedność ducha, seks- jedność ciała- tworzą w pewien sposób misterium współżycia. Co prawda wszystko powszednieje, ale może właśnie o to chodzi, by nauczyć się nie tylko stwarzać związek, ale również, a może przede wszystkim go podtrzymać- oczywiście nikt nie chce żyć w pojedynke, ale decydując się na związek, musi przyjąć za słuszny fakt, że zaufanie w związku daje wolność (połączone z samooakceptacją), a gdy naruszy się wolność... naruszy się miłość... cała mistyczna konstrukcja związku zaczyna się rozpadać- reifikować, a instrumentalne podejście do seksualności powoduje, że człowiek będzie tak naprawdę nigdy do nikogo nieprzynależny.
.... jak ziemia, mając kilku dzierżawców, żadnego właściciela ![]()
Offline